Last modified date

Comments: 0

Smak wspomnień

Wspomnień czar – dawnego Monciaka już nie ma, ulica Monte Cassino zmieniła się w ciągu ostatnich lat bardzo, pewne historyczne elementy jak np. Spatif, Lody u Włocha czy sklep z odzieżą zostały. Zniknęły natomiast w tunelu samochody i zamiast tego mamy duży plac z otaczającymi go nowymi ciekawymi miejscami. Zamiast starych kin Bałtyk i Polonia pojawił się Multiplex. Nowe zastępuje stare i wypełnia przestrzeń.

Niemniej po pewnym kultowym miejscu śladu już nie ma a następcy pewnie nie będzie. Monciak lat 80 i 90 kojarzy się każdemu, w szczególności dzieciom z jedzeniem świeżych, cieplutkich donatów. Kupowane były z okienka, od Pani która smażyła oponki na oczach klientów i drewnianym patyczkiem wyciągała je z oleju do wystygnięcia. Cudowny, ciepły, rozbrajający zapach smażących się donatów był nieodłącznym elementem dekorującym monciak na wysokości ul. Haffnera i przyciągających klientów o każdej porze roku.

Pomysł sprzedawania kultowych słodkości próbowano wskrzesić. W 2017 roku powstał podobno taki punkt, jednak nie zagościł na długo na mapie Sopotu. Może technologia inna, może składniki nie te…może brak przepisu.

No właśnie …”diabeł tkwi w szczególe”. Sopockie donaty nie smakowały bowiem jak dostępne w wielu piekarniach i cukierniach oblane polewami doughnuts, którym bliżej do drożdżowego pączka niż do sopockiego donata. Tamte były mniejsze, sprzedawane były w wersji „saute” lub świeżo oprószone cukrem pudrem. Najlepiej smakowały jeszcze ciepłe. Same w sobie nie były bardzo słodkie, za to mocno waniliowe o dosyć ciężkiej konsystencji.

Przepis na sopockie donaty…prawdziwy! oryginalny! sopocki przepis znalazł się w moim posiadaniu dzięki babci, której koleżanka pracowała kiedyś w punkcie z donatami w Sopocie.

Przepis leżał sobie spokojnie w zeszycie babci. Odziedziczyłam zeszyt i pośród kultowych przepisów babci, szukałam tych ze smakami mojego dzieciństwa, które chciałam pokazać moim dzieciom… Pewnej zimy…kiedy jeszcze zima była zima i padał śnieg i można było z dziećmi pójść na sanki… doszłam do wniosku, że przepis wygląda prosto, więc spróbujemy – ciepłe donaty i gorąca herbata miały być na rozgrzewkę po sankach.

Nie obiecywałam sobie za dużo, nie sądziłam, że w pożółkłym zeszycie wykaligrafowanym fikuśnym „przedwojennym” charakterem pisma babci mam takie cudo! Że to jest przepis na TE donaty!

Pierwszy kęs przywołał wspomnienia niczym Proustowska magdalenka…spacer na monciaku, słońce, negocjacje z rodzicami ile donatów kupimy i zastrzeganie, ze będziemy mogli je zjeść dopiero jak nie będą gorące…i że na pewno nie kupimy do tego żółtej lub różowej lemoniady z automatu. Albo zimny wiatr znad morza i ulga, że rodzice na lody na pewno się nie zgodzą ale przecież są donaty - na gardło nie zaszkodzą. Smak, konsystencja, zapach. Buzia pobrudzona cukrem pudrem…

Przepis na donaty jest bardzo prosty – opiera się o dobrej jakości twaróg i mąkę pszenną z proszkiem do pieczenia oraz cukier i cukier waniliowy. Do usmażenia potrzebny jest olej rzepakowy – najwygodniej smażyć w rondelku. Donaty zostały wypróbowane na innych koneserach, którzy pamiętają utracony smak z Monciaka. Test przebiegł pozytywnie, to jest TEN PRZEPIS!

Sopockie donaty z cukrem pudrem

admin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Post comment